Sport - moje życie i pasja

Pływanie, badminton, boccia

Zarówno moje dzieciństwo jak i dorosłe życie stale było związane ze sportem. W czasach szkolnych przez dziesięć lat trenowałem wyczynowo pływanie w "Tęczy Kielce" odnosząc mniejsze i większe sukcesy na arenie wojewódzkiej oraz okręgowej. Po zakończeniu „kariery zawodniczej” udzielałem się nadal w tym sporcie jako trener młodzików. Później zafascynował mnie badminton dając mi satysfakcję zarówno z samej gry, jak i ze zwycięstw na turniejach ogólnopolskich. Aż do dnia, kiedy czternastoletnią przygodę z tą dyscypliną sportu przerwał wypadek…

Wypadek...

Zdarzył się w 2010 roku na nartach w Austrii. Dzięki szybkiej i skutecznej akcji ratunkowej żyję. Jednak na skutek uszkodzenia rdzenia kręgowego w odcinku szyjnym mam sparaliżowane ręce, nogi oraz tułów. Wypadek odmienił moje życie o 180 stopni. Pierwsze osiem miesięcy po wypadku spędziłem w szpitalach w Konstancinie, Czerwonej Górze oraz na Kardiologii w Kielcach. Diagnozy lekarzy nie były zbyt optymistyczne i uświadomiły mi, że mogę resztę życia spędzić w łóżku całkowicie skazany na pomoc innych. Na szczęście w tych trudnych chwilach wspierała mnie rodzina oraz znajomi. Dzięki nim uwierzyłem, że to jeszcze nie koniec, że warto żyć i walczyć choćby o częściowe usprawnienie. Intensywna rehabilitacja sprawiła, że zacząłem się poruszać na wózku i walczyć o kolejne etapy usamodzielniania. Pojawiła się wtedy szansa opuszczenia choć na kilka godzin domu i odwiedzenia znajomych z badmintona, z której oczywiście skorzystałem. Nie potrafiłem żyć bez mojej pasji więc coraz częściej zaglądałem na salę służąc koleżankom i kolegom moim wieloletnim doświadczeniem i wiedzą w tej dyscyplinie.

Boccia

Stale brakowało mi jednak własnej aktywności i rywalizacji sportowej. Znalazłem boccię - jedną z niewielu dyscyplin paraolimpijskich w której z „moją niepełnosprawnością” mogę się realizować. Od października 2014 r. rozpocząłem pierwsze - na początku domowe - treningi w tej dyscyplinie. Sukcesy przyszły dość szybko bo jeszcze w tym samym roku zdobyłem wicemistrzostwo Polski. Rok 2015 to zwycięstwa w turniejach eliminacyjnych, zdobycie Pucharu Polski, awans na I miejsce w rankingu krajowym i wreszcie powołanie do kadry narodowej. Kolejne lata to zwycięstwa w Mistrzostwach Polski jak również rywalizacja na arenie międzynarodowej m.in. w Czechach - IV miejsce, na Słowacji czy udział w zawodach Regional Open - VI miejsce, World Open w Hiszpanii - X miejsce i European Championships w Portugalii. Z roku na rok udaje mi się również awansować w rankingu światowym - obecnie jestem na 50 miejscu. Za osiągnięcia sportowe kilkakrotnie otrzymywałem wyróżnienia i nagrody od władz Gminy, Prezydenta Kielc oraz Marszałka Województwa Świętokrzyskiego. W 2017 roku miałem okazję zdobywać doświadczenie instruktorskie pod okiem wybitnego hiszpańskiego trenera Miguela Angel Lopez Vidala. Zdobytą wiedzę z pewnością wykorzystam jako trener i zawodnik bocci.

Co dalej...

Priorytetem jest dalszy awans w rankingu i przebijanie się do czołówki światowej. Nie da się tego jednak osiągnąć bez zintensyfikowania treningów do poziomu na jakim trenują najlepsi na świecie czyli ok. 6-7 godzin dziennie 6 razy w tygodniu. Wiąże się to oczywiście z koniecznością starania się o fundusze na dojazdy oraz zapewnieniem asystenta na czas treningów. Chcąc zdobywać kolejne punkty rankingowe muszę też znaleźć środki na udział w międzynarodowych zawodach. Jestem jednak pełen optymizmu i wierzę, że uda mi się jako pierwszemu polskiemu zawodnikowi w kat. BC4 zakwalifikować na Igrzyska Olimpijskie.

Chciałbym też „zarazić” tą dyscypliną kolejne osoby, których niepełnosprawność uwięziła w domu by mogły poczuć, że nadal są sprawne choć może w innej formie niż dotychczas.

Andrzej Janowski